Hola! Tradycyjnie pozdrawiamy z Hiszpanii!
Za nami drugi tydzień pełen wrażeń i Hiszpańskich smaków, które realizujemy z pełnym zapałem, korzystając ze środków Unii Europejskiej pochodzących z projektu 2024-1-PL01-KA121-VET-000207269. Doświadczanie na co dzień hiszpańskiej kultury jest niesamowitym doświadczeniem.
We wtorek po południu wybraliśmy się kolejką do Muzeum Motoryzacji i mody w Maladze. To niezwykłe muzeum w swojej kolekcji zgromadziło dziesiątki starych, luksusowych wozów z początku wieku oraz dobrane do nich stroje z odpowiedniej epoki. Niezwykłe stare limuzyny w pełni oddawały klimat lat 20 tych XX wieku, kiedy blichtr i kryształy skrzyły się diamentowymi detalami. Do nich dobrano oryginalne stroje Chanel, Diora, Balenciagi czy Valentino. W naszej grupie każdy znalazł coś dla siebie, chłopcy pobiegli w kierunku super szybkich modeli aut wyścigowych i luksusowych cabrio Delgado, Maserati czy Porsche i Bentleya, które swoją klasą i stanem zachowania wbijały w ziemię. Dziewczyny podeszły do tego raczej bardziej praktycznie i skupiły się na podziwianiu strojów, w których mogłyby wystąpić podczas przejażdżki takimi okazami. To była prawdziwa gratka dla każdego z nas, bez względu na to, czy ktoś lubi motoryzację, czy też przejawia raczej bierne zainteresowanie z tego muzeum wyszedł zachwycony.
Potem wpadliśmy na popołudniowe Churro do najsłynniejszej kawiarni w Maladze, gdzie ponad sto lat serwuje się przysmaki smażone na oleju z gorącą, gęstą czekoladą. Można ich skosztować rano, bo Hiszpanie jedzą je na śniadanie, albo wieczorem, bo po południu kawiarnia otwiera się od godziny 17.00 i jest otwarta do godziny 20.00. Wcześniej podczas przygotowania mieliśmy okazję poznać kuchnię i zwyczaje kulinarne Andaluzji, ale możliwość spróbowania churros w najlepszej i najbardziej znanej kawiarni Malagi to było super doświadczenie. Nafaszerowani kaloriami i słodką czekoladą z uśmiechem wracaliśmy do naszego hostelu na kolację.
Na następne atrakcje czekaliśmy do weekendu. Wyprawa do Kordoby okazała się niesamowita. Poznaliśmy to miasto przed wyjazdem podczas przygotowania kulturowego, ale zobaczyć na żywo jak bardzo jest piękne i niezwykłe, to zupełnie inna historia. Nasze odkrywanie zaczęliśmy od katedry – która właściwie jest dawnym meczetem pamiętającym czasy panowania Maurów. Ponad tysiąc lat temu, kiedy Polska przyjmowałam chrzest Kordoba była największym miastem Europy i z przyległymi osadami liczyła sobie prawie milion mieszkańców. Architektura wspartego na kilkuset czerwonych łukach wnętrza zrobiła na królach katolickich Hiszpanii tak duże wrażenie, że zdecydowali się go ocalić i nie burzyć. Z biegiem lat, architekci zrealizowali tu szalony pomysł i w środku meczetu wznieśli katolicki kościół, chociaż naszym zdaniem nie udało się im zmienić wrażenia, że przebywa się w meczecie. Spacerowaliśmy wśród łukowych krużganków z otwartymi z podziwu ustami i wielkimi oczami podziwialiśmy majestatyczne wnętrze, prowadzące odwiedzających prosto do Mihrabu, zachowanego z czasów mauretańskich. Mihrab, wskazuje Muzułmanom kierunek mekki podczas modlitw, aż dziw bierze że zdecydowano się go zachować w katolickiej świątyni. To chyba najbardziej pokazuje jak niezwykli i otwarci są Hiszpanie na różnice kulturowe. Ogromne wrażenie zrobiło na nas także stare miasto Kordoby, labirynty wąskich uliczek tworzą arcydzieło upstrzone kafejkami i sklepami oferującymi przeróżne pamiątki. Przyjemnie było się zagubić wśród tylu barwnych kramów i wsłuchać w grające niemal na każdej ulicy dźwięki gitar i tradycyjnych piszczałek, popatrzeć na taniec flamenco którym uliczni artyści, próbowali przyciągnąć spacerujących turystów.
Wszyscy byliśmy pod urokiem miasta tak różnego od Malagi, która przy Kordobie wydaje się damą w koronkowej sukience, gdy wita turystów szerokimi, wykładanymi marmurowymi płytami uliczkami. Malaga jaką odkrywaliśmy podczas niedzielnego spaceru była zupełnie inna. Zrobiliśmy sobie spacer, wspinając się na wzgórze Gibralfaro, by podziwiać miasto z pięknego tarasu widokowego skąd rozpościera się cudowna panorama na miasto i port. Potem podążyliśmy śladami dawnych mauretańskich władców prosto Alcazby, odwiedziliśmy Teatro Romano i wpadliśmy się przywitać do najsłynniejszego mieszkańca Malagi Pablo Picasso. Siedział na ławeczce na placu Merced, zapatrzony w gołębie, jakby czekał na nas przed swoim domem. Dlatego nie mogliśmy sobie odmówić wspólnej fotki.
To był niezwykły weekend, pogoda była dla nas łaskawa i zaskoczyła pięknym słoneczkiem, co przy wieściach z Polski, gdzie pada, pada i pada… jest szczególnie miłą perspektywą. Pozdrawiamy Was serdecznie i przesyłamy dużo ciepłych uścisków prosto ze słonecznej Andaluzji.