Pozdrowienia z Torremolinos
Jeśli można by przesłać Wam trochę słoneczka, uwierzcie nam że byśmy to zrobili, aż nie chce się wierzyć, że kiedy u nas temperatura sięga 25C w Polsce wynosi zaledwie 5C a w nocy funduje przymrozki!!! Dlatego jesteśmy wdzięczni Unii Europejskiej, że dzięki środkom pochodzącym z projektów 2025-1-PL01-KA121-VET-000329247 i 2024-1-PL01-KA121-VET-000207269 możemy cieszyć się cudowną wiosną na wybrzeżu Costa Del Sol.
Za nami drugi weekend, opalenizna w rozkwicie a dobre humory dopisują, zwłaszcza po sobocie w Mijas, gdzie w Hapines Laboratory mieliśmy okazję posmakować jak smakuje prawdziwe szczęście i własnoręcznie pobawić się w czekoladników. To była prawdziwa gratka samodzielnie zrobić trzy tabliczki czekolady z własnymi dodatkami, a potem świetnie bawić się na warsztatach kulturowych, które zorganizowała dla nas najmniejsza fabryka czekolady w Hiszpanii. Adrian – bo tak miał na imię nasz opiekun, w zabawny sposób opowiedział nam jak to się dzieje że czekolada jest tak smaczna i jak smakołyk ten trafił do Europy i Hiszpanii. To było bardzo pouczające i zabawne doświadczenie zobaczyć jak wyrabiane jest kakao, opowiedział nam również co oznacza Fair Trade czyli produkcja kakao według zrównoważonego rozwoju firm plantacji, gdzie nie wykorzystuje się środków chemicznych na plantacjach ekologicznych i nie zatrudnia dzieci do zbiorów. Opowiedział nam jak takie plantacje przyczyniają się do rozwoju lokalnych społeczności i nie wyzyskują ich. Teraz kupując czekoladę, wiemy już na jakie oznaczenia i certyfikaty patrzeć i co one oznaczają, a wcześniej byliśmy tego zupełnie nieświadomi.
W Mijas zrobiliśmy sobie oczywiście obowiązkową sesję z Burro – figurką osiołka, który symbolizuje Mijas, jako zwierzę którym kiedyś podróżowało się po wąskich uliczkach miasta. Obecnie atrakcja ta jest udostępniana turystom, chociaż widok osiołków czekających na swoją kolej raczej wzbudził nasze współczucie niż entuzjazm tą atrakcją. My podziękowaliśmy za taką podwózkę i powędrowaliśmy na arenę walk byków, gdzie czekał na nas spory byk i miejsca dla ważnych oficjeli na trybunach oznaczone jako RESIDENCIA, które oczywiście zajęliśmy. Więcej o lokalnej kulturze dowiedzieliśmy się z lokalnego muzeum, do którego wstęp kosztował nas tylko 1 Euro, ale jego kolekcja sprzętów i prezentacji dotyczących lokalnego życia była przebogata. Widzieliśmy jak wypalana jest tradycyjna ceramika w piecach, jak wyrabiany jest i zbierany miód, w jaki sposób zbierane są nasiona karobu, z których wypala się nasiona do przygotowania napoju podobnego w smaku do kakao. Mieliśmy też okazję by poznać tajniki złota Andaluzji, czyli oliwy i wina, które tu uprawia niemal każdy dysponujący ogrodem.
Popołudnie spędziliśmy leniwie, ciesząc się urokiem parku La Paloma, gdzie cudowny ogród kaktusów i jezioro z pływającymi żółwiami i wiele innych kwitnących okazów kwiatów przyciągają w słoneczny dzień spragnionych wypoczynku mieszkańców.
Niedzielę zostawiliśmy sobie na Malagę. Spacer po zakamarkach Alcazaby i pamiątkowe zdjęcie na punkcie z widokiem na wybrzeże Malagi zaspokoiły nasz apetyt na kulturowe doznania. Miłośnicy malarstwa, mieli okazję zaspokoić większy apetyt na dzieła Picassa w jego muzeum, ale to leniwe popołudnie nam się po prostu należało, przed pełnym wrażeń kolejnym tygodniem.